wtorek, 23 października 2012

NIC PEWNEGO

Do nieznośności uwielbiam osoby KOMPLETNE. Co ja przez kompletność rozumiem? Niewzruszoność w swobodzie bycia sobą. Gdzie jedno w nich wynika z drugiego, a wszystko ma swe źródło w ich JA, któremu spać nie dają, eksplorują. Bezkompromisowo samodzielnie zabawiają się sobą, do męczeństwa, do ekstazy do znudzenia, ale i też bez przesady, bez przymusu. Dobrze wymacana własna istota, którą wyczuwasz w każdym ich ruchu, która nie jest narzuceniem, ani skrępowaniem, ale właśnie rozwiązaniem i rozluźnieniem. Bez lęku, że przesadzą, bo jeśli, to przestają przesadzać. Bez lęku, że się skończą, bez oszczędnego rozkładania sił, bo oszczędność dotyczy tylko ograniczonych. Bez słabych momentów. Pewność, działanie na JA, autentyczność likwidują pozę, fałsz, udawactwo; czyli budulce słabości.
(na ten przykład) Gombrowicz, Witkacy, Polański, Diehl. (wszystko mi się w nich zgadza, dzieło dorównuje osobowości, życie dziełu, twarzy, nodze, grymasom itd.). Ale z nimi prosto. Zdefiniowani wielcy w sposób bezpieczny. Bez usterek w użyciu. Ich wielkość przygotowana do spożycia. Z certyfikatami.
( te certyfikaty! mniejsza w tej chwili, że nie zawsze trafne! czasem boleśnie mijające się z ich istotą) A co z Jacksonem? (On – wiadomo – otwiera każdą moją listę wielkości).
        Jakąś niewygodę w obejściu budzi Jackson, kiedy ja się pcham z nim w złotym body zapinanym na spodnie, na cokół! Bez certyfikatów w poważne dywagacje! Temat o nie dość wiadomym zabarwieniu. Wymykające się prostej diagnozie coś, co ani poważne ani nie istotne. Lęk budzi, ale jakiś stłumiony, jak śmiech się tłumi, nerwowy chichot. Wywracanie gałkami ocznymi. Nie nawet żeby obojętność i lekceważenie (bo nawet jeśli, to usiłowane, a takie już lekceważącym być nie może), ale żwawość niecierpliwej chęci pozbycia się go na języku.  Z nosem jego niepewnym. Z wyjątkowością, ale rozprowadzaną po ścianach w pokojach nastolatek  Z pedofilią, ale jakąś pokraczną. Z sądem w pidżamie. Z propofolem w zasikanym łóżku. Z pogrzebem, ale potrójnym serialowym. Z geniuszem, ale infantylnym. I hej! To właśnie! To bojaźń przed infantylnością, niepokojącą nie dość dojrzałością, nie dość powagą. Nic pewnego. Na trwałe twardego. I w to mi graj. 
c.d.n. 

na zdjęciu rzeźby z cyklu PRZEDMIOTY WOTYWNE

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz